Blog > Komentarze do wpisu
Kryta kuweta Marchioro

Po tym, jak napisałam tę notkę nie mineło dużo czasu, gdy zdecydowaliśy się jednakowoż NAPRAWDĘ zamówic zaklapkowaną kuwetę, bo jednak stąpanie gołymi stopami po wykładzinie zasypanej żwirkiem to nie jest to, co lubimy najbardziej. Zamówienie, razem z wielkim worem suchej karmy i pewną ilością karmy mokrej zlożyłam, jako, że nosić nie lubię, przez internet. W KrakVecie - niepomna wszystkich złych opinii uznałam, że daleko do nas nie mają, a na tak niewielkiej odległości ciężko coś spieprzyć, a w razie czego sama pojadę i im wleję. O tym, jak wyszło, później*, na razie o samym sprzęcie.

Model wybraliśmy o ten, metodą "żeby nie była za droga ani za mała" - to pierwsze, bo chociaz kocham moje kotki, to rujnować się przez nie nie chcę, a drugie, bo Kacperek jednak z tych większych kotów i obawiałam się, czy na pewno standardowych rozmiarów budka go pomieści. wybór okazał się strzałem w dziesiątkę.
Po pierwsze primo - kuweta jest naprawdę duża. Może sporych rozmiarów mainecoon miałby trochę ciasno, ale nasze futra bez problemu włażą, łażą, grzebią i wyłażą. Plus ujemny jest taki, że skuli tej wielkości z toalety musimy teraz korzystać z lekka jakby bokiem, ale coś za coś.
Po drugie primo - dzięki niedrogim filtrom naprawdę eliminuje zapachy, więc nawet jak kot postanowi załatwić swoja potrzebę gdy w domu są goście, wstydu się nie najemy. Eliminuje też dźwięki, więc w środku nocy nie budzi mnie odgłos zawziętego grzebania.
Po trzecie primo - kuweta jest zwyczajnie, po prostu - estetyczna. Nie mówię już nawet o zasloniętym widoku na koci urobek, ale w porównaniu z burymi, kanciatymi potworkami, jakie widywałam w sklepach, nasz nabytek naprawdę wygląda przyjemnie, kształt ma opływowy, kolory miłe, detale dopracowane (nawet gumowe nóżki są w kształcie kocich łapek!).
Jedyna wada, jaką zauważyłam, to fakt, że składać ją trzeba dość ostroznie. Niestety sporo elementów trzeba montować "na wcisk" i trochę na siłę, przez co udało mi się niewprawnym ruchem pęknąć plastik przy drzwiczkach - na szczęście niegroźnie.

Co do futer, to nowy sprzęt zostal zaakceptowany, choć Koralina, która nigdy nie miała do czynienia z kocimi klapkami, boczyła się na drzwiczki - ale na taką ewentualność byliśy przygotowani, drzwiczki poszły w odstawkę. I wszystko działa jak powinno. Dodatkowo położony przed wyjściem z kuwety dywanik i problem żwirku znika całkowicie :)

 

*KrakVet dostarczył wszystko w komplecie, szybko i sprawnie, tyle że.. w dwóch częściach. Jedną przed weekendem, drugą po. W zasadzie nie miałabym z tym porblemu, ale zeźlili mnie tym, że w ogóle o tym nie wspomnieli i musiałam awaryjnie karmić koty whiskasem. Następnym razem spróbuję zatem u konkurencji, a potem się zobaczy.

poniedziałek, 22 listopada 2010, alquana27

Polecane wpisy

  • Hipstakotki

    Ajfonem zawsze lepiej wychodzi. A futra? Tym razem na ucho zachorzała Koralina, ale mało spektakularnie, niczego sobie nie próbowała urywać - dopiero po zajrzen

  • Behemot. Młode lata.

    © by Cloudy ;)

  • Futra niedzielnym porankiem.

    Bibelocik: Obczajcie, jaki mamy dywanik w salonie. Not amused cat is not amused.