RSS
wtorek, 28 czerwca 2011
Hipstakotki

 

 

Ajfonem zawsze lepiej wychodzi.

A futra? Tym razem na ucho zachorzała Koralina, ale mało spektakularnie, niczego sobie nie próbowała urywać - dopiero po zajrzeniu głebiej w kanał uwidocznily się stada małych świerzbików machających łapkami. Aplikowanie maści nie sprawia problemów, bo to ugodowy kot jest, może tym razem ubijemy paskudztwo do końca.

Oraz, kupiłam wreszcie wagę kuchenną, co ma tę zaletę, że nie mam wyrzutów sumienia, że może koteczków nie dokarmiam sypiąc im karmę "na oko" (znaczy do miski, ale mierząc raczej na oko) - odmierzona porcyjka dwa razy dziennie i nawet najżałośniejszy koci miauk nie zmusi mnie do ustępstw, taka jestem wredna i nieczuła.

Poza tym futrzaste dostały drapak, o taki, bo na promocji był, z myślą, że nawet jak się okaże szajsem, to koty sobie mogą roznieść, kupimy kiedyś lepszy. Jakkolwiek drapak okazał się być całkiem wypasiony, oparliśmy go z jednej strony o ścianę, drabinka dodaje mu stabilności i nawet się nie chyboce za bardzo. Ukochał go sobie Kacper, zwłaszcza najwyższą półeczkę, nic to, że celem zmieszczenia się na niej musi zwinąć się w chińskie osiem, a i tak mu noga wystaje - kotku wygodnie. Koralina podchodzi z rezerwą do spania na, za to owinięte sznurem nóżki faktycznie do ostrzenia pazurów fajne są.

23:17, alquana27
Link Komentarze (1) »
wtorek, 11 stycznia 2011
Chory kotek

Pan kotek był chory i leżał w łóżeczku i przyszedł pan doktor...
Wróć.

Pan kotek był chory, ale nie leżał w łóżeczku, tylko wszytskich doprowadzał do nerwicy. Ale od początku.
Jak raz przed Świętami Kacper zachorzał usznie. Zachorzenie objawiało się tym, że próbował sobie lewe ucho urwać metodą wydrapania z czaszki, za pomocą łap przednich lub tylnich. Gdy doszło już do tego, że kot miał koło ucha wyłysiały placek i wyglądał jak gremiln, stało się jasne, że bez wyprawy do weta się nie obejdzie.

Jako, że większe futro dotykać się generalnie nie daje, nie chce i nie lubi, nastawiłam się na ciężkie przeprawy, a poszło zadziwiająco łatwo. Dał się zapakować do transportera chytrą metodą "zobacz, chrupek mi tam wpadł!", dał się zanieść dwie przecznice dalej umiarkowanie protestując. Pana weta uprzedziłam zaraz na wstępie, że kot generalnie się nie daje, nie chce i nie lubi, pan wet się przejął, przyniósł sobie z zaplecza Specjalistyczny Sprzęt (aka rękawice i koci kaganiec), otworzył transporter i...

I nic. Kacper w momencie zdjęcia góry transportera zmienił się w słup soli z wytrzeszczem. Grzebanie w uchu, obmacywanie, czyszczenie wacikiem, zaglądanie w zęby - kot nic. Zastrzyków nawet chyba nie zauważył. Tabletkę dał sobie wpakować w paszczę i grzecznie przełknął. Ciekawe, kto był w większym szoku - kot, ja, czy postraszony wcześniej pan wet.
Kot został zaopatrzony w kołnierz, ja w antybiotyk i zalecenie stawienia się na kontrolę.

Kot w kołnierzu jest Bardzo Nieszczęśliwym Kotem, ponieważ a) nie może wleźć w swoje ulubione miejsca typu podkanapą albo zaszafą b) jeść musi techniką na żurawia, bo inaczej do miski nie sięgnie c) nie może się umyć i z każdym dniem robi się coraz brudniejszy. Przynajmniej podawanie antybiotyku przebiegło bezproblemowo, bo Kacper wciągnie z siłą odkurzacza każdą ilość jogurtu i rozmieszana z nim tabletka w ogóle mu nie przeszkadza.
Gorzej było z kontrolą. Kot raz oszukany nie daje się tak łatwo nabrać jeszcze raz i nie dał się zapakować do transportera prośbą, groźbą, ni użyciem relanium (swoją drogą kot po relanium to jedna z najzabawniejszych rzeczy, które zdarzyło mi się widzieć), więc w końcu odpuściliśmy, zwłaszcza że Kacper po zdjęciu kołnierza nie zdradzał dalszych chęci do amputowania sobie ucha.

I modlę się, żeby już więcej nie zdradzał, bo nastrępnym razem chyba będziemy go łapali jak lwa, strzelając środkiem usypiającym.

zdjęcia by Anks

11:47, alquana27
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 22 listopada 2010
Kryta kuweta Marchioro

Po tym, jak napisałam tę notkę nie mineło dużo czasu, gdy zdecydowaliśy się jednakowoż NAPRAWDĘ zamówic zaklapkowaną kuwetę, bo jednak stąpanie gołymi stopami po wykładzinie zasypanej żwirkiem to nie jest to, co lubimy najbardziej. Zamówienie, razem z wielkim worem suchej karmy i pewną ilością karmy mokrej zlożyłam, jako, że nosić nie lubię, przez internet. W KrakVecie - niepomna wszystkich złych opinii uznałam, że daleko do nas nie mają, a na tak niewielkiej odległości ciężko coś spieprzyć, a w razie czego sama pojadę i im wleję. O tym, jak wyszło, później*, na razie o samym sprzęcie.

Model wybraliśmy o ten, metodą "żeby nie była za droga ani za mała" - to pierwsze, bo chociaz kocham moje kotki, to rujnować się przez nie nie chcę, a drugie, bo Kacperek jednak z tych większych kotów i obawiałam się, czy na pewno standardowych rozmiarów budka go pomieści. wybór okazał się strzałem w dziesiątkę.
Po pierwsze primo - kuweta jest naprawdę duża. Może sporych rozmiarów mainecoon miałby trochę ciasno, ale nasze futra bez problemu włażą, łażą, grzebią i wyłażą. Plus ujemny jest taki, że skuli tej wielkości z toalety musimy teraz korzystać z lekka jakby bokiem, ale coś za coś.
Po drugie primo - dzięki niedrogim filtrom naprawdę eliminuje zapachy, więc nawet jak kot postanowi załatwić swoja potrzebę gdy w domu są goście, wstydu się nie najemy. Eliminuje też dźwięki, więc w środku nocy nie budzi mnie odgłos zawziętego grzebania.
Po trzecie primo - kuweta jest zwyczajnie, po prostu - estetyczna. Nie mówię już nawet o zasloniętym widoku na koci urobek, ale w porównaniu z burymi, kanciatymi potworkami, jakie widywałam w sklepach, nasz nabytek naprawdę wygląda przyjemnie, kształt ma opływowy, kolory miłe, detale dopracowane (nawet gumowe nóżki są w kształcie kocich łapek!).
Jedyna wada, jaką zauważyłam, to fakt, że składać ją trzeba dość ostroznie. Niestety sporo elementów trzeba montować "na wcisk" i trochę na siłę, przez co udało mi się niewprawnym ruchem pęknąć plastik przy drzwiczkach - na szczęście niegroźnie.

Co do futer, to nowy sprzęt zostal zaakceptowany, choć Koralina, która nigdy nie miała do czynienia z kocimi klapkami, boczyła się na drzwiczki - ale na taką ewentualność byliśy przygotowani, drzwiczki poszły w odstawkę. I wszystko działa jak powinno. Dodatkowo położony przed wyjściem z kuwety dywanik i problem żwirku znika całkowicie :)

 

*KrakVet dostarczył wszystko w komplecie, szybko i sprawnie, tyle że.. w dwóch częściach. Jedną przed weekendem, drugą po. W zasadzie nie miałabym z tym porblemu, ale zeźlili mnie tym, że w ogóle o tym nie wspomnieli i musiałam awaryjnie karmić koty whiskasem. Następnym razem spróbuję zatem u konkurencji, a potem się zobaczy.

15:23, alquana27
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 listopada 2010
Zagadka

Co robi największy hałas we wszechświecie o godzinie 5 nad ranem?

Dla ułatwienia podpowiem, że skrawek papieru znajduje się w dużej plastikowej misce, a koty są dwa.

15:33, alquana27
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 listopada 2010
Behemot. Młode lata.

© by Cloudy ;)

16:24, alquana27
Link Komentarze (2) »
Futra niedzielnym porankiem.

Bibelocik:

 

Obczajcie, jaki mamy dywanik w salonie.

 

Not amused cat is not amused.

12:26, alquana27
Link Dodaj komentarz »
Przytul kotecka

Koralina nas kocha bardzo. I egzekwuje od nas miłość też bardzo. Najprawdopodobniej gdyby kotek chciał sie poprzytulać, a człowiek akurat zapragnął w ramach relaksu uprawiać capoeirę zwisając glową w dół z żyrandola, i tak zdołałaby wleźć mu na kolana i odpalić moduł mruczący.

Jeśli czlowiek wraca do domu i natychmiast po zdjęciu butów nie weźmie Koraliny na ręce i nie ucieszy się obowiązkowo, że kotek go tak ładnie wita, ma zapewnionego Wielkiego Focha na następne.. pół godziny? czy coś koło tego. Sama tego rytuału bardzo pilnuje i choćby spała snem głębokim na drugim końcu mieszkania, to i tak przyleci w te pędy na sam dźwięk otwieranych drzwi.

A kiedy na ten przykład człowiek ma gwałtowną ochotę wtulić się w puszyste futerko, to też łaskawie pozwala. Bo to taki proczłowieczy kot jest.

Na zdjęciu z Lisem, dumnym właści.. posiadanym czlowiekiem numer dwa.

Kacper jeszcze dotykać się nie daje, ale mamy nadzieję, że Koralina go ucywilizuje.

12:17, alquana27
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 października 2010
CSI

Na środku salonu leżą zwłoki zamordowanej z premedytacją i szczególnym okrucieństwem biało-czerwonej reklamówki. Główny podejrzany myje lewą zadnią łapę pod stołem i nie przyznaje się do winy.

11:16, alquana27
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 października 2010
Zagrożenie lawinowe

Oba nasze kotki są niezwykle grzeczne i porządne.

W związku z tym musimy się czym prędzej zaopatrzyć w zadaszoną i zaklapkowaną kuwetę, bo inaczej zginiemy pod zwałami żwirku, które futra wywalają z dotychczasowej podczas Niezwykle Dokładnego Zakopywania Urobku. Dodam, że w ferworze porządków wywaleniu ulega często też sam urobek.

No i tak to.

09:10, alquana27
Link Dodaj komentarz »
Futra tresowane

Kacper jest kotkiem nieco strachliwym, ale za to posłusznym - uczy się reagować na polecenia.

Na polecenie "usadź wreszcie tę włochatą dupę!" (trochę straciłam cierpliwość po umpdziesiętym umptym okrążeniu przez kota truchcikiem salonu, oczopląsu można dostać) patrzy mi głęboko w oczy i posłusznie upozowuje się na włochaty dywanik. I nie jest to kwestia przypadku, zareagował już tak kilka razy.

Trochę żałuję, że zamiast powyższego nie nauczyłam go reagować na "siad", bo teraz trochę głupio się chwalić przy gościach.

09:07, alquana27
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3